Są chwile, kiedy czas zwalnia tylko w jednym miejscu – w dłoniach trzymających robótkę. Dla mnie dzierganie na drutach w podróży to najlepszy sposób na wyciszenie i twórczy odpoczynek. Kiedy wsiadam do pociągu, za oknem przesuwają się jesienne krajobrazy, a miarowy stukot kół wyznacza rytm kolejnych oczek.
Pierwszy jesienny wiatr
Październik ma to do siebie, że potrafi zaskoczyć nagłym chłodem. Stałam na stacji, czekając na pociąg do Krakowa, kiedy zerwał się pierwszy naprawdę zimny, przeszywający wiatr. Płaszcz był zapięty, ale pod szyją brakowało mi czegoś drobnego. Nie wielkiego, ciężkiego szala, w którym trudno się ruszać, ale małego, dyskretnego otulenia, które zmieści się pod każdy kołnierz i natychmiast zatrzyma ciepło przy ciele.
Pomyślałam wtedy: muszę zrobić coś małego, miękkiego i absolutnie niezawodnego.
Samodzielne dzierganie na drutach daje ogromną satysfakcję, bo pozwala stworzyć dokładnie to, czego w danej chwili potrzebujesz. Prosty, minimalistyczny krój Sophie Scarf okazał się strzałem w dziesiątkę – powstaje nie szybko, nie wolno a efekt otula szyję miękkością przez cały dzień. Mieści się w kieszeni i nawet w małej torebce.
Włóczka? To nigdy nie jest problem
Kiedy od lat z miłością prowadzisz hodowlę alpak, wybór materiału jest najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. Alpaki to moja codzienność, a ich runo to esencja tego, co nazywam czułością otuloną ciepłem.
Przez lata tworzyłam z niego ciepłe czapki, obszerne szale tkane na krosnach i mitenki. Brakowało mi w tej układance tylko jednego elementu: apaszki. Małego drobiazgu, który można mieć zawsze w torebce i narzucić na szyję dokładnie wtedy, gdy na peronie, przystanku czy podczas leśnego spaceru powieje chłodem.
I tak, rząd po rzędzie, między jedną stacją a drugą, powstały pierwsze egzemplarze.
Jeśli szukasz dla siebie takiego jesiennego otulenia – zobacz moją kolekcję:
👉 Ręcznie robione apaszki i chusty z alpaki w sklepie Salve-Alpaca